Kto ukradł słońce? Rozmowa ostatnich ludzi

Widzisz?- zapytał Filozof, równocześnie podniósł rękę i wskazał Drzewo na wzgórzu.

-Masz na myśli Drzewo?- odrzekła Nieskrytość, lekko zmieszana, tym co się działo.

-Tak.-odpowiedział Filozof.-Tam chce umrzeć. O ironio! Tam chcę umrzeć, a jesteśmy tu, aby żyć!

Dwie osoby
szły doliną niczym cienie. Dwie osoby-Filozof i Nieskrytość niczym
cienie szły doliną. Dwie osoby niegdyś jasne i wyraziste, teraz niczym
cienie rozpływały się we Mgle. Dwie osoby szły. Zmierzały z, ku czemuś.
Dwie osoby szły z Miasta Betonu-Szkła, poprzez Mgłę kroczyły ku Drzewu
na wzgórzu. Dwie osoby szły niczym cienie. Ich sylwetki były czymś
niezwykłym, teraz tu, kiedy zgasło Słońce, a świat ogarnęła Mgła.

Od Tu i tam, to …

Dwie osoby
szły doliną niczym cienie. Szli tak już od paru godzin, trzymając się
za ręce. Niczym cienie rozpływali się we Mgle. Ich droga zaczęła się
nie tu i teraz, w tej Mgle, gdzie teraz niczym cienie snują się. Ich
droga, tam daleko i dawno temu, zaczęła się, w Mieście Betonu-Szkła.
Dwie osoby szły doliną niczym cienie. Teraz Fi
lozof
i Nieskrytość są razem, blisko siebie, kroczą wspólnie ku jednemu
Drzewu. Żyją tak bardzo intensywnie, jak nigdy dotąd. Umrą przy
Drzewie, razem, wolni.

Dwie osoby
szły doliną niczym cienie. Mgła otulała Filozofa i Nieskrytość. Mgła
otulała nie tyko ich. Mgła przenikała ich drogę. Ta Mgła ich połączyła,
uwięziła a potem wyzwoliła. Cały świat przenikała Mgła. Wszystko stało
się grą-słowa straciły swą doniosłość, wiarygodność. Mgła pojawiła się
wtedy kiedy zgasło Słońce. Wszak to wtedy właśnie dla wiel
u
podobnych do Filozofa i Nieskrytości zaczęła ujawniać się Prawda. W tej
Mgle, wielu pogrążyło się, inni ujrzeli swą drogę ku Drzewu. Filozof i
Nieskrytość, teraz niczym cienie kroczą we Mgle. Trzymają się za ręce,
niczym cienie snują się ku Drzewu na wzg
órzu.

Dwie osoby szły dolina niczym cienie. Szli razem, blisko siebie już od paru godzin. Szli razem we Mgle, rzadko
mówili coś do siebie. Niczym cienie, dwie osoby snuły się poprzez Mgłę.
Dwie osoby nie przywykły mówić do siebie. Choć znali się bardzo dobrze,
poznali swoje marzenia, pragnienia, słabości i bóle. Dwie osoby szły
doliną. Często uśmiechali się do siebie, a kiedy któreś z nich
zaczynało mówić, to zatrzymywali się. Wiedzieli, że muszą się
zatrzymać. Wiedzieli, że to jest potrzebne-zatrzymać się
tu
i teraz, zwrócić się ku sobie. Dwie osoby szły doliną niczym cienie.
Stojąc naprzeciwko siebie, patrząc na siebie, zaczynali swą mowę. Ich
oczy błyszczały, na twarzy widać było radość. Dwie osoby szły poprzez
Mgłę. Nikt nie mógł ich wiedzieć. Gdyby jed
nak
zobaczył ich ktoś, tak szczęśliwych na przeciwko siebie. Szczęśliwych,
czy naprawdę? Dwie osoby wyruszyły z Miasta Betonu-Szkła, krocząc
poprzez Mgłę ku Drzewu na wzgórzu.

Dwie osoby
szły doliną niczym cienie. Powoli, Filozof i Nieskrytość wchodzili na
wzgórze. Przed sobą mieli owo Drzewo-owoc ich życia i miejsce ich
końca. Wiedzieli, tu i teraz, czeka ich śmierć, nie bali się wcale.
Teraz byli razem, przeszli drogę ku Drzewu, są wolni.

Trudno było
powiedzieć, czy jest noc, czy dzień. Kiedy zgasło Słońce i pojawiła się
Mgła, wszystkie godziny, dni wyglądały tak samo. Panowała matowość taka
jak kiedyś, tuż przed wschodem Słońca. Teraz wszystkie dni zlewają się
w jedno, brak krzykliwych barw i jaskrawości Świata. Matowość, szarość,
głucha cisza, są tym
co
dzisiaj tworzy teraz. Mgła ogarnęła wszystko. Cienie snuły się co jakiś
czas. Tylko pozornie jednak były to cienie. Wszystkie te cienie
przypominały Filozofa i Nieskrytość, którzy teraz kroczą przez Mgłę ku
Drzewu na wzgórzu.

Filozof i
Nieskrytość doszli razem do Drzewa, niczym cienie snując się dolina.
Rozumieli się bez słowa, krocząc poprzez Mgłę. Nie posiadali żadnego
bagażu, bo wiedzieli, że jest to ich ostatnia podróż. Nieskrytość
usiadła pod Drzewem, trzymając Filozofa za rękę przyciągnęła go do s
iebie.
Nie musiała tego robić. Filozof był zawsze przy niej. Ona siedziała pod
Drzewem, on usiadł przy niej. Położył głowę na jej nogach i tak
złączeni razem, patrząc sobie w oczy zaczęli swoją ostatnią pieśń.

-Zrobiliśmy to- rozpoczął Filozof.

-Tak, zrobiliśmy- odpowiedziała niepewnie Nieskrytość.

-Wiesz co teraz z nami będzie?

-Teraz umrzemy, prawda?

-Tak teraz umrzemy, razem w końcu razem, wolni.

-Wszystko
wydaje mi się teraz takie nie ważne. Jesteśmy razem, szczęśliwi. To co
dotąd było takie nierealne. Kiedy jesteśmy już razem…- głos
Nieskrytości zadrżał, a jej oczy powoli zaczęły nachodzić łzami.

-Tak wiem, też w to nie mogę do końca uwierzyć. Pamiętasz jak to się wszystko zaczęło? Zanim pojawiła się mgła?

-Pamiętam- rozpoczęła Nieskrytość- wtedy wydawało mi się, że jestem szczęśliwa. Świat mnie czarował i pochłaniał. Jednak było to tylko złudzenie. Kiedy zgasło słońce wszystko nabrało innego wymiaru.

-Tak. Słońce nie zgasło. To oni je zgasili. Nie oni je po prostu ukradli!

-Nie, nie mów tak- mówiła stanowczo Nieskrytość.- Oni? To my je ukradliśmy.

-Oni, my, ludzkość, sami ściągnęliśmy na siebie Mgłę i klatki.

-W tej klatce spotkaliśmy się- powiedziała Nieskrytość lekko uśmiechając się.

-Owszem, nie pomyślałbym wcześniej, że w tym więzieniu z Betonu-Szkła, spotkam Ciebie.

-A pamiętasz
jak nas ostrzegali? Pamiętasz gazety w których mogliśmy przeczytać, że
to się stanie? Pamiętasz jak w radiu i telewizji pojawiali się wielcy
ludzie i nas ostrzegali, że zgaśnie słońce, jeżeli ludzkość się nie
opamię
ta.

-Tak pamiętam rozpoczął powoli Filozof.- Zlekceważyliśmy to. Każdy był zajęty sobą i tym, żeby coś tam mieć. Nie oglądaliśmy się na siebie, nie myśleliśmy, że ktoś może zabrać nam słońce.

-Słońce ukradliśmy sobie sami.

-Masz racje. Ukradliśmy Słońce, zamieniając je na Mgłę. Gdyby nie ta Mgła- Filozof przerwał na chwilę, poczym kontynuował.- Słońce by nas już dawno zabiło, a my nie spotkalibyśmy siebie.

-Nie spotkalibyśmy siebie- powtórzyła powoli Nieskrytość.- A tak, uciekliśmy z Miasta Betonu-Szkła, kroczyliśmy razem poprzez Mgłę, aby dojść tutaj do Drzewa na wzgórzu, a teraz …- Nieskrytość zapłakała.

Dwie osoby szły doliną niczym cienie. Dwie osoby doszły do Drzewa na Wzgórzu, krocząc poprzez Mgłę. Drzewo tuli ich do ostatniego snu.

-Widzisz?- zapytał Filozof.

Nieskrytość spojrzała na Filozofa, nie wiedząc co ma zobaczyć.

-Zobacz…- powiedział spokojnie Filozof.

Teraz Nieskrytość zrozumiała i ujrzała.

-To jest moja Dusza- rozpoczął powoli Filozof, a tuż przed jego ustami pojawiła się jego Dusza, przypominająca chmurkę pary. –Widzisz jak za każdym oddechem uchodzi ze mnie. Z każdym słowem, Ona ucieka, a jej miejsce wypełnia Mgła. Nie zasypiaj.- odrzekł Filozof do Nieskrytości, równocześnie wyciągnął dłoń w jej kierunku i musnął ja delikatnie po policzku.- Jeszcze nie zasypiaj, jeszcze bądź przy mnie, zanim Mgła przeniknie nasze ciała, zanim nas uśpi. –Głos Filozofa był coraz cichszy.

-Przez te parę chwil.- odpowiedziała Nieskrytość jakby z innego świata.

-Tak, nim skączymy się, Dusza przez Dusze.

Filozof i Nieskrytość zasnęli przy Drzewie na wzgórzu. Uciekli z Miasta Betonu-Szkła, kroczyli poprzez Mgłę, by dojść tutaj. Mgła ich otuliła, przenikała ich samych, zastąpiła im
Dusze. Owe Dusze uniosły się nad Drzewem, Dusze Filozofa i Nieskrytości
i im podobnym, na innym wzgórzu, przy innym Drzewie. Dusza przy Duszy
ponad Mgłą
, spotkały się gdzieś, jakość, daleko od Miasta Betonu-Szkła. Potem spadł deszcz. Deszcz przesiąknięty Duszami,
rozpuścił Mgłę, przeniknął Ziemie, wzmocnił Drzewa, a te zakwitły.
Świat narodził się na nowo, Mgła ustąpiła, wzeszło Słońce. Wkrótce
narodził
s Filozof i Nieskrytość i im podobni.

Powered by ScribeFire.

Nie ma jeszcze komentarzy

Brak komentarzy.

Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack

Dodaj komentarz